Jak zawsze koncert poprowadził niezastąpiony prof. Marek Chołoniewski i wprowadził nas, słuchaczy, w świat totalnego muzycznego odlotu.
Na dobry wieczór usłyszeliśmy najnowszą kompozycję Alisy Vasilkowej z Ukrainy. Były latające nad głowami głośniki, zloopowane fragmenty gitarowej (zaraz posypią się gromy, gdyż nie wiem dokładnie co to był za instrument) improwizacji, które ulegały coraz większemu zagęszczeniu. Było migotliwie, trochę archaicznie. Aż tu nagle wchodzi na scenę ubrany na czarno mężczyzna z pomalowaną na biało twarzą. Wyglądał całkiem jak szpieg z krainy deszczowców. Przeszedł przez scenę i usiadł na krześle. Zastanawiałam się chwilę co to miało na celu, nie doszłam do żadnych wniosków, ale przyznam, że ubawiłam się po pachy. :)
Były później bębenki, interakcja szpiega z artystką i powrót do improwizacji gitarowej. Całkiem przyjemnie.
Po takim łagodnym wstępie na scenie pojawił się Michał Pawełek, który wykonał "Bacchanale" Johna Cage'a. Kompozycja o tyle znamienna, że pierwsza popełniona przez Cage'a na fortepian preparowany. Przyznam, że Michał dość łagodnie obchodził się z fortepianem (szczerze wątpię czy ja będę tak samo delikatna za miesiąc), utwór wykonał bardzo sumiennie i rzetelnie. Preparacja zabrzmiała świetnie (dodatkowo uwypuklona dzięki amplifikacji), a i niuansy dynamiczne były przez wykonawcę świetnie zrealizowane. Wykonania piekielnego trylu w lewej ręce - szczerze gratuluję!!! Można się ostro przećwiczyć przy tym! Zabrakło mi tylko większej szorstkości niektórych fragmentów, może nawet odrobiny agresji, ale ja to dzikus jestem! ;)
Muzycy Oscylator Ensemble pod dyrekcją prof. Marka Chołoniewskiego wprowadzili słuchaczy w świat dźwięków przeciętnemu człowiekowi obcych. Kompozycja improwizowana stworzona przez artystów grających na pyrkających, świszczących, wyjących i ględzących oscylatorach nasuwała mi na myśl mnóstwo skojarzeń - począwszy od karetki, poprzez zrzędzącą teściową, a skończywszy na marcujących kotach (wiosna tuż, tuż!). Ponadto - miło się na nich patrzyło! :)
Grupa Mal z Sao Paulo niestety dokonała gwałtu na moich uszach głośnością i brutanością dźwięku. Basy wprowadziły u mnie fizjologiczną reakcję niemożliwości złapania oddechu i byłam zmuszona wyjść z sali na jakiś czas.
Dla kontrastu (i to dość drastycznego) powróciłam do sali akurat na 4:33 Johna Cage'a, które wykonane zostało przez znaną już ze swej wcześniejszej działalności Orkiestrę Laptopową! :) Muzycy otoczyli w zupełnej ciemności publiczność i otworzyli swe laptopy. I była cisza. Pozorna cisza. Spadły klucze, ktoś ziewnął, ktoś kaszlał, jeszcze ktoś inny - chrapał, a mnie wierciło w nosie i o mały włos, a cała sala usłyszałaby spektakularne kichnięcie. ;)
Po "ciszy" Dunaewsky69 wprowadził nas w klimat muzyki elektronicznej, poczułam się jak w klubie na dobrej imprezie, szkoda, że nie mogłam tańczyć. ;)
...iii długo wyczekiwane, upragonione i całkiem niesamowite Imaginary Landscape było ostatnią kompozycją jaką usłyszałam tego wieczoru (następnego dnia miałam dyplom i zmuszona byłam porządnie się przed nim wyspać). :)) Przyznam, że wykonanie utworu było nie lada przeżyciem. 24 osoby na scenie, 12 odbiorników radiowych i to całkowicie różnych - nowych, starych, wielkich i całkiem malusich, podręcznych radyjek. Skład orkiestry też egzotyczny: muzyczno-niemuzyczny, wielopokoleniowy i bardzo różnorodny. Dyrygent Maciej Koczur stworzył genialny spektakl, a orkiestra pod jego batutą zagrała kawał dobrej muzy! ;) Potem były ukłony, brawa, gratulacje... kwiaty, lampka szampana, zabawa do rana (?? tego nie było?? chyba pomyliłam imprezy ;)) John Cage nie zrobiłby tego lepiej! ;)
Koniec. Kropka.
John Cage - Imaginary Landscape IV from naŻywo.net on Vimeo.

0 komentarze:
Prześlij komentarz